„Człowiek, który nie umie czytać i grać w golfa jest analfabetą” – co prawda takiego napisu nie znaleziono jeszcze na skałach wschodniego wybrzeża Szkocji, ale dlatego, że skały tam szybko wietrzeją. Bo nie znajdziesz człowieka w Szkocji a pewnie jeszcze w wielu innych krajach, który nie wierzyłby w prawdziwość tych słów.

Golf jest bez żadnych wątpliwości najbardziej dynamicznie rozwijającym się sportem na świecie. Codziennie w Ameryce powstaje jedno pole golfowe, 39 milionów obywateli USA deklaruje umiejętność gry przy pomocy kija i maleńkiej piłeczki. Ostatnio nawet w Chinach ruszyła moda na golfa, za Wielkim Murem wybudowano w ciągu 5 ostatnich lat aż 200 pól golfowych.

Nadszedł czas na Polskę. Jesteśmy już chyba ostatnim cywilizowanym krajem w którym liczba zarażonych wirusem golfa jest wciąż znikoma. Bo że golf jest nieuleczalną chorobą, nie ma wątpliwości przynajmniej 150 milionów ludzi na świecie. Dlaczego właśnie golf?

W starych kronikach można znaleźć zapisy świadczące o tym, że w Szkocji i we Flandrii już w połowie XIV wieku istniała gra polegająca na uderzaniu piłki kijem. Gra ta nazywała się kolf lub kolven i prawdopodobnie była to odmiana hokeja ziemnego. Obie te gry łączył fakt, że rozgrywano je przy pomocy kija i piłki.
Od swych początków golf budził wiele kontrowersji. Nadmierne upodobanie Szkotów do gry w golfa, w przeciwieństwie do wojenki, zaowocowało wydaniem przez szkocki parlament króla Jakuba II ustawy zakazującej tej gry. Zarówno ta ustawa, jak i kolejne podobne akty prawne były masowo ignorowane. W 1502 roku król Jakub IV zniósł ten absurdalny zakaz i sam zaczął grać w golfa, dokonując pierwszego udokumentowanego zakupu kijów. Zamówienia kijów dokonał u rzemieślnika zajmującego się wyrobem łuków.
W golfa grali też: Król Karol I, który spopularyzował golfa w Anglii, Królowa Szkotów i Królowa Maria we Francji – uznawana dziś za pierwszą w historii golfistkę. Z tego okresu z Francji pochodzi termin „caddie”, określający pomocnika golfisty. Pierwszymi pomocnikami Królowej Marii byli kadeci szkoły wojskowej (cadets).
XVIII wiek to rozkwit golfa. W tym czasie nie tylko powstało wiele klubów, które istnieją do dnia dzisiejszego, ale i stworzono pierwsze zapisane reguły golfa.
W 1735 powstał najstarszy klub na świecie – Edinburgh Golfing Society. W niecałe 20 lat później powołano do istnienia klub golfowy St. Andrews (1754 rok). Pomiędzy tymi klubami widoczna była pewna istotna różnica: pole golfowe w Edynburgu miało 5 dołków, a te w St. Andrews miało ich na początku aż 22! W 1764 zredukowano ich liczbę do18. Narodził się więc pewien standard pola golfowego. Pierwsze wzmianki o golfie granym w St. Andrews na – Old Course pochodzą z 1552 roku. Odtąd Old Course stał się nierozerwalnie związany z historią i tradycją golfa. To tutaj w 1759 roku rozegrano pierwsza grę na uderzenia (stroke play). I także tutaj, za kilka miesięcy w lipcu tego roku rozegrany zostanie kolejny British Open, wielkoszlemowy turniej, który przynosi zwycięzcy nieśmiertelną sławę. To wciąż jest dla wielu ludzi niepojęte: na tym samym polu, na tej samej trawie gdzie przed 500 laty zmagali się szkoccy pasterze dzisiaj gra najlepiej rozpoznawalny sportowiec planety Tiger Woods i jego rywale. Tak jest w istocie, tamci co prawda walczyli o butelkę whisky, a dzisiaj mistrzowie grają o miliony ale pozostało to co najważniejsze w golfie – tradycja. Golf szybko rozprzestrzenił się na tereny angielskich Kolonii. Pierwszymi klubami poza wyspami brytyjskimi były: South Carolina Golf Club w Charleston powstały w 1786 roku i Klub w Bombaju założony niedługo później. Z Charleston pochodzi nazwa opłaty za grę – greenfee.

W Polsce pierwsze wzmianki o golfie pochodzą z początku XX wieku. Najpopularniejszym klubem golfowym II Rzeczpospolitej był „Polski Country Club” w Powsinie. Wówczas istniało w naszym kraju już 5 pól golfowych. I wbrew pozorom nie wszystkie dostępne były arystokratom wyłącznie. W Katowicach na przykład amerykańscy inżynierowie górnictwa wybudowali w latach 30-tych pole na którym za symboliczną opłatą grał sztygar ale i pomocnik górnika. W 1932 roku wydano w Warszawie „Podręcznik do gry w golfa”. A pojedynek księcia Yorku z Karolem Radziwiłłem na polu w Łańcucie w 1935 roku opisywały gazety w całej Europie. Zanosiło się na wspaniały rozkwit golfa. Niestety…
Po II Wojnie Światowej golf wyeliminowano z życia Polaków z powodów dzisiaj zupełnie absurdalnych. Miał być rzekomo symbolem rozpasanego kapitalizmu, dostępny wyłącznie burżujom i arystokratom, bliski najgorszym produktom zachodniego blichtru – coca-coli i rock and rollowi. Na szczęście nic nie trwa wiecznie, więc i golf powrócił pod koniec lat 80-tych do naszego pejzażu nie tylko sportowego ale i kulturowego. Dziś liczba jego sympatyków stale rośnie. Wszystko wskazuje na to, że nad Wisłą za kilkanaście lat będzie można powiedzieć, że golf wtopił się na stałe w krajobraz.
Nasz golf lat dziewięćdziesiątych, mimo że tak naprawdę oparty był o trzy pola dość szybko dał się poznać na międzynarodowej arenie. Pod koniec lat zeszłego stulecia trzykrotnie organizowaliśmy Polish Open naprawdę na przyzwoitym poziomie. Późniejsi reprezentanci Europy w najbardziej prestiżowych meczach Ryder Cup przeciwko USA, zaczynali swoje kariery w Gdańsku i Rajszewie. Niklas Fasth czy David Howell oraz Justin Rose i kilku innych utalentowanych młodych golfistów pokazywało Polakom na czym polega ta gra.
Z dumą można pochwalić się trzema mistrzostwami Europy organizowanymi na początku tego stulecia. W 2000 roku najlepsze golfistki Kontynentu a rok później najlepsi juniorzy walczyli w europejskim czempionacie na polu Amber Baltic Golf Club. Rok później Drużynowe Mistrzostwa Europy odbyły się w Postołowie. Europa usłyszała wtedy sporo dobrego o polskich polach, teraz czas na polskiego Tiger Woodsa. Pewnie już gdzieś tam macha kijem, ale zapewne ma dopiero kilka lat…
Golf to sport dla każdego. Tu nie ma znaczenia wiek, umiejętności ani płeć zawodnika. Jest połączeniem elegancji, określonych zachowań. Co ważne standardy gry można utrzymać do później starości. W nadzwyczajnych okolicznościach przyrody człowiek zmaga się przez wiele godzin tak naprawdę z własną słabością. Złego strzału ni można wytłumaczyć błędem partnera czy nieuwagą sędziego. Golf jak rzadko który sport uczy pokory. Już niewiele jest takich miejsc, gdzie z dala od zgiełku cywilizacji można znaleźć niezwykły sposób na stresy i spokój. A właśnie te elementy powodują, że miliony, dziesiątki milionów codziennie, pracowicie przemierzają kilometry po łąkach i bezdrożach w poszukiwaniu niezwykłego golfowego szczęścia.

© Polski Związek Golfa